Historia
nieznającej swojej przeszłości
10 luty , początek XX w. ,Biloxi -
miasto w stanie Missisipi , zakład psychiatryczny ,godz. 22.00
W całym
budynku panował chłód, wdzierał się przez żelazne kraty w oknach, budząc
każdego, kto tam przebywał. Jedynie najmłodszemu opiekunowi pogoda nie dokuczała. Nie czuł on
zimna, nie spał zbyt często, nie pił i nie jadł normalnych potraw (stosował
specjalną dietę). Miał około 300 lat, wyglądał
jednak na 40. Nazywał się Victor.
Swoją pracę tutaj uważał za przekleństwo, nigdy nie chciał być tym, kim był z
zawodu, ale przekonała go do tego jego młodsza siostra Renata. Twierdziła, że
on się do tego nadaje. Za jej namową poszedł się kształcić w tym kierunku . Był
świetny, najlepszy ze wszystkich. Kiedy zaproponowano mu pracę w dużej klinice,
od razu podpisał umowę. Jednak później
wszystko legło w gruzach, nic z jego pomysłów na życie nie zostało. Zamieniono
go kim innym. Victor dostał pracę w
okropnym miejscu, w domu bez klamek. Cierpliwie czekał, aż umowa straci ważność.
Bo o niczym innym tak nie marzył, jak o tym, by się stąd wynieść. Nie wiedział,
że tej nocy zmieni się jego całe życie i będzie musiał niedługo podpisać wyrok
śmierci na siebie. Właśnie myślał nad
swoim losem, chodząc po korytarzu, gdy nagle usłyszał cichy skrzyp zamykanych
na klucz drzwi. Czyżby przywieźli tutaj kogoś nowego? - Cudnie – pomyślał z
ironią – jeszcze jeden wariat. Nie miał ochoty na spotkanie z kimś psychicznie
chorym, ale korciło go, żeby zobaczyć, kto to. Skierował się w stronę, z której
dochodziły dźwięki kluczyków. Szedł tak szybko, że mało nie wpadł na idącą z
przeciwka znajomą.
- Och, wybacz
– zaczął ją gorączkowo przepraszać – nie zauważyłem cię Annie.
-Uważaj
trochę Victorze – odparła i odeszła z
ponurym grymasem na ustach.
Victor wzruszył
ramionami i poszedł dalej. Stanął przed pokojem nr 24.
-To na pewno
tu – wyjął z kieszeni pęk kluczy i otworzył pomieszczenie.To, co zobaczył
wzbudziło w nim litość. Na łóżku siedziała drobna, chudziutka piętnastoletnia
dziewczyna. Kosmyki jej krótkich, poczochranych, czarnych włosów latały to tu
to tam .
- Dawno się
nie czesała – pomyślał Victor.
Po chwili
zauważył strój dziewczyny. Brudna ,
podziurawiona sukienka wisiała na niej jak worek, natomiast butów nie miała
wcale. Victor podszedł bliżej, uklęknął i odgarnął nieznajomej włosy z twarzy. Podniosła
głowę, po czym utkwiła w nim swoje jasnoniebieskie, zalęknione oczy. Mężczyzna
oczarowany podniósł się z podłogi. Jeszcze nigdy nie widział kogoś tak pięknego
i delikatnego. Spojrzał na nieznajomą. Te rumiane policzki, te czerwone usta,
ten mały, zadarty nosek.
- Jaka ona
śliczna – westchnął cicho.
Osóbka najwyraźniej
nie chciała mieć z nikim do czynienia, bo cofnęła się wystraszona.
Teraz dopiero
lekarz zobaczył pręgi i siniaki na jej ramieniu.
- Co … co oni
ci zrobili ? – spytał, chociaż dobrze
wiedział co.
Takich odmieńców
nie traktowano jak ludzi, bito ich i poniżano. Większość ludzi myślała, że w
końcu taki nieszczęśnik wyjdzie na prostą. Według Victora te zasady były
zupełnie bez sensu. Nie miał odwagi jednak o tym powiedzieć.
W tym momencie do pokoju
wpadli dwaj jego koledzy.
- Mamy ją
stąd zabrać i wyprostować – powiedział jeden z nich – Posuń się Victorze.
Victor jednak
nie ruszył się z miejsca , nie wiedział, co nim pokierowało , ale przybrał pozycję bojową.
- Nie! –
warknął.
Znajomy
stanął jak wryty.
- Victorze,
posuń się proszę – spróbował jeszcze raz.
- Nie !!! – Victor warknął głośniej – Nawet nie próbujcie
jej dotknąć.
- Co ci się
stało ? – zdziwił się kolega –Trzymasz stronę tej wariatki ???
- Chcę,
żebyście dali jej spokój. Chociaż tej jednej, ma dopiero 15 lat.
- Przykro mi
Victorze , ale nie robimy tutaj wyjątków. Wariatka to wariatka, przecież wiesz.
Dwóch lekarzy
ruszyło w jego stronę. Z natury łagodny Victor
nie miał w zwyczaju wymuszania na innych swoich zachcianek siłą. Tym
razem jednak nie miał wyboru. Nie minęło
nawet pół sekundy, a on już trzymał ich
wysoko za kołnierzyki od bluzek. Obnażył swoje ostre jak sztylety kły i zaczął
groźnie syczeć.
- Posłuchajcie
mnie uważnie, bo dwa razy nie będę powtarzał.
Pójdziecie teraz i powiecie
właścicielowi, że to ja jestem za nią odpowiedzialny, jasne ?! Od tej pory ja się 15 letnią dziewczyną opiekuję.
Będę miał ją pod kontrolą. Zrozumiano ?!! – podniósł głos Victor.
- Tak –
odpowiedzieli zszokowani
- A jeszcze
jedno, jeśli odważycie się komuś powiedzieć, co tu zaszło, to dziś w nocy będziecie już po drugiej stronie.
Victor puścił
dwóch znajomych. Wybiegli z pokoju w
błyskawicznym tempie. Zamknął drzwi i
jeszcze raz spojrzał w stronę nieznajomej.
Stała jak
sparaliżowana i patrzyła się na niego szeroko otwartymi oczami.
- Nie bój się
mnie, nic Ci nie grozi. Nie zrobię ci krzywdy, zaraz wrócę, dobrze? – Victor
wyszedł po cichu na zewnątrz. Po chwili wrócił z kocem i paczuszką w ręce.
- Tę maść zrobiła moja siostra, powinna ci pomóc – Victor otworzył pudełeczko, wziął odrobinę
maści na palce i posmarował siniaki na ręce dziewczyny. Wszystko starannie
zabandażował.
Osóbka spojrzała na niego z wdzięcznością, po czym posłała mu całusa.
- Muszę iść, ale jutro wrócę – rzucił
dziewczynie koc –Miłej nocy panienko.
Nie przezięb się.
12 luty, początek XX w.,Biloxi –
miasto w stanie Missisipi, zakład psychiatryczny, godz. 10.00
- Gratuluję Victorze –
jedna z koleżanek pracujących w
archiwum szpitala pokręciła głową ze współczuciem.
- O co ci chodzi ? – Victor oderwał głowę od karty, którą właśnie
wypełniał.
- O co ?! Nie udawaj, że nie rozumiesz . Już każdy w szpitalu mówi, że zakochałeś się w tej wariatce z pokoju 24 –
Annie pokręciła głową – Wyrazy współczucia
, gorzej nie mogłeś trafić. Nawet nie
wiesz, jak się nazywa.
- Więc bądź tak miła i udziel mi informacji na jej temat, muszę to
wiedzieć, bo jestem jej opiekunem.
- Powiem ci, ale tylko z
obowiązku. Nie pochwalam takiego pomysłu, by się o nią tak troszczyć – znajoma podniosła się znad stosu papierów
–
Nazywa się Mery Alice Brandon.
Z tego, co słyszałam, nie cierpi
być Mery, woli imię Alice. Trafiła tu, bo myśli, że ktoś
ją śledzi , czasem widzi też w wyobraźni
rzeczy nie z tej ziemi. Potrafią się one spełniać. Dlatego ją tu wysłali
– zniżyła głos – Podobno w jej
wiosce uważają ją za
wiedźmę. Jej matka zginęła dwa lata temu,
Alice została z ojcem. To on ją tutaj wysłał . Ma starszą siostrę, która
podobno próbowała się wstawiać za Alice. Ale ich ojciec jest zawsze pijany, więc zbił biedną dziewczynę do nieprzytomności . Co
gorsza Cyntia spodziewa się dziecka. Nie lepiej potraktował młodszą siostrę.
Jak widzisz, postanowił się jej pozbyć … Victor ?
Victor! Słuchasz mnie, czy nie?
- Przepraszam , że na ciebie nie
patrzę , ale możesz mówić dalej. Mam podzielność uwagi – mężczyzna odwrócił się w stronę koleżanki – Alice
. Ma ślicznie na imię …
- Boże , ty naprawdę darzysz ją
uczuciem !!! – Annie sięgnęła po kolejny
formularz.
- Czy mogłabyś zająć się swoimi sprawami – Victor był już zdenerwowany.
- Mało mnie interesuje twoje
życie . Będziesz żałował, że zadawałeś
się z ,,wróżbitką.” A kiedy poczujesz,
że jesteś nieszczęśliwy, nie mów
mi, że nie ostrzegałam – Kobieta złożyła
papiery i podeszła do stojaka na
płaszcze
– Zamknij za sobą, kiedy
będziesz wychodził – poprosiła, znikając
na schodach.
Victor zastanawiał się chwilę, co robić.
Miał nadzieję, że jeszcze nie wszyscy wiedzą o jego nierozsądnym j uczuciu do Alice. Od chwili,
kiedy zobaczył tę dziewczynę, coś się w nim zmieniło, coś kazało mu
spędzać z nią każdą wolną chwilę. Najgorsze było to, że miała 15
lat a on 34. Nie mógł żyć z
piętnastolatką pod jednym dachem. Victor
zawsze miał pecha, nigdy nie znalazł odpowiedniej
dla siebie kobiety, jego miłości zawsze były dla niego albo za stare albo za
młode . Ale nie cierpiał tak, jak teraz,
bo one przynajmniej wiedziały o jego
uczuciu i nie było aż tak szalone jak Alice. Na dodatek Alice przyciągała go
najbardziej ze wszystkich osób, jakie
kiedykolwiek zobaczył. Czuł się jakby jego serce, mózg ktoś pociął na drobne kawałeczki. Na szczęście doskonale
maskował swoje emocje. Pozostawała
jeszcze kwestia tego, że rzekoma
wariatka nie wie, kim jest i nie może
się dowiedzieć , nigdy nie może
się dowiedzieć !!! .Westchnął ciężko, podszedł do szuflady i zaparzył herbatę.
Trzeba zanieść tej dziewczynie coś gorącego do picia, zimno jest , jeszcze się
rozchoruje. Mężczyzna nie mógł na to
pozwolić. Może z nią nie będzie, ale nigdy nie dopuści, żeby stało się jej coś złego.Kiedy wszedł do pokoju, znalazł
osóbkę leżącą na posłaniu po uszy zakrytą kołdrą.
- Śpisz ? – zapytał.
Dziewczyna zdjęła z siebie
przykrycie.
- Skąd . Nie w taką pogodę. Cały czas miałam jakieś dziwne przeczucie,
że ktoś
mnie szuka – zatrzęsła się z zimna i strachu.
Miała z pewnością ciężką noc, świadczyły o tym jej podkrążone , sine oczy. Victor usiadł
obok niej na łóżku -Przyniosłem ci gorący napój.
-
Och dziękuję !!! Jest pan dla mnie za dobry – wzięła parującą
herbatę do ręki i upiła łyk
- Dawno tego
nie piłam.
Victor posłał Alice pytające spojrzenie.
- Później leczyłam Cyntię ziołami. Bardzo uważałam, żeby ktoś tego nie podpatrzył. Rzadko stać
mnie było na leki, mama zostawiła mi ukryty w szczelinie w moim pokoju zielnik.
Nauczyłam się na pamięć właściwości i nazw wszystkich ziół, grzybów i roślin.
Czasem sprzedawałam je biedniejszym rodzinom. Tylko dlatego jeszcze żyję, bo
potrafię wytrwać na diecie roślinnej. 4 grudnia 1914 roku zobaczyłam w wyobraźni obraz , nie
wiedziałam co to jest , nie miałam pojęcia,
co on oznacza i nadal nie wiem. Przedstawiał on mnie. Byłam nienaturalnie blada i ładna,
chodziłam za rękę za jakimś
jasnowłosym chłopakiem, który na
nadgarstku miał dziwne ślady przypominające półksiężyce. Tej samej nocy, tak jak teraz, ogarnął mnie niesamowity lęk , nie mogłam spać, ktoś
mnie szukał i szuka do teraz, ktoś niebezpieczny i na
pewno nie jest on człowiekiem. Skończyłam wtedy 14 lat. Szukałam pomocy u wszystkich. Cyntia oczywiście mi uwierzyła, stwierdziła, że mam dar jasnowidzenia. Inni nie byli jednak
aż tak mili, po wiosce rozeszły się plotki, że jestem wiedźmą, bo mówiłam jeszcze o innych wizjach. To, co
widziałam, naprawdę się potem zdarzyło. Mój ojciec nie chciał słuchać ani mieć ze mną
nic wspólnego. Wysłał mnie tutaj. Cyntia
próbowała mi pomóc, niestety ojciec pobił ją i na tym się skończyło. Zostałam
sama, tutaj, w zakładzie dla obłąkanych. Wariatka Brandon, tak będzie już zawsze. Łzy zastawiały
dziewczynie ślady na policzkach.
- Nie płacz,
nie jesteś szalona, nie aż tak bardzo, jak niektórzy tutaj
– pocieszył ją Victor – Nigdy nie
powinni cię tu zamknąć, zasługujesz na lepsze życie Alice – podał jej
chusteczkę.
- Widzę, że
już wie pan, jak mam na imię, ale przedstawię
się jeszcze raz. Jestem Mery Alice Brandon. Dla większości po prostu
Alice – wyciągnęła rękę – A pan kim jest?
- Mów mi Victor.
- Mogłabym
dostać więcej herbaty ? – zapytała
trochę zawstydzona.
- Oczywiście.
Przyniosę ci też jeszcze trochę lekarstwa, bo widzę, że siniaki dobrze się goją. Jutro
wyjeżdżam, może być nieprzyjemnie, ostrzegam . Muszę
koniecznie zobaczyć się z siostrą. Renata bardzo za mną tęskni . Wrócę
za kilka dni.
- Rozumiem
cię, ja też ledwo tutaj wytrzymuję bez Cyntii. - Alice pokiwała głową.
Victor zaczął
się zbierać do wyjścia , stanął przy drzwiach.
- Victor –
Dziewczyna podniosła się i podeszła do niego.
- Słucham ?
- Ale na pewno
wrócisz , prawda ?
- Na pewno – posłał jej ciepły uśmiech - Nie zostawiłbym przecież takiej ślicznej dziewczyny.
Alice zarumieniła się i ziewnęła głośno.
- Podałabyś
mi jakieś leki uspokajające ?
- Po co ci
one ? – zdziwił się lekarz.
- Jestem
bardzo zmęczona a nadal się panicznie
boję.
- Ale … – zaczął Victor – To chyba nie jest
najlepszy pomysł.
- Proszę cię ! – dziewczyna złożyła ręce w
błaganym geście.
- No dobrze – ustąpił Victor.
Podszedł do
szafki , wyciągnął i podał Alice lekarstwo.
- Najlepiej
weź dwie tabletki i popij wodą –
poradził – Tylko nie przesadź , nie chciałbym, żeby coś ci się stało.
- Będę
ostrożna – obiecała Alice – Victor, ile będę spała ?
- Jest dosyć
mocne . Uśniesz na
resztę dnia.
- To dobrze .
Przynajmniej nie będę czuła tego ciągłego bólu głowy.
- Ja naprawdę
muszę iść – Victor wziął rzeczy i
wybiegł na zewnątrz.
Alice ułożyła
się na poduszce . Po godzinie spała jak
zabita.
12 luty, początek XX w.,Biloxi – miasto
w stanie Missisipi , zakład psychiatryczny, godz. 24.00
W szpitalu panowała o
tej godzinie całkowita cisza i ciemność . Wszyscy pogrążeni byli we śnie. Nikt nie podejrzewał też, że w
krzakach siedział przybysz. Rozglądał się dookoła.
- Droga wolna – Uśmiechnął się z satysfakcją,
odsłaniając białe, długie, błyszczące
zęby.
Podszedł do ściany budynku i
przyłożył twarz do szyby pokoju 24.
- Tak. – zasyczał – Tak ! Znalazłem cię wreszcie! Jesteś
moja !!!
Wszedł do pokoju przez okno i chwycił w ręce koszulkę leżącej tam panienki.
- Najpierw się trochę zabawię. – zaśmiał się złowieszczo i
rozpiął guziki od ubrania dziewczyny. -
Jutro tu wrócę , dzisiejszą noc się wstrzymam i poświęcę ją na coś innego.
13 luty, początek XX w.,Biloxi – miasto
w stanie Missisipi, zakład psychiatryczny, godz. 17.00
Victor podczas wizyty
u siostry nie mógł się skupić na rozmowie,
bał się, że u Alice działo się wczoraj w nocy coś strasznego. Na szczęście Renata wykazała wyjątkową wyrozumiałość , od razu pojechała do zakładu psychiatrycznego
razem z nim. Była lekarzem, w razie czego mogła opatrzyć obrażenia. Teraz
obydwoje gnali po korytarzu.
Nagle Renata stanęła.
- Co się stało ? – Zapytał
Victor.
- Czuję dziwny zapach. – zmarszczyła nos – Ktoś tu był.
- Jakiś obcy wampir ?
– zapytał cicho Victor i westchnął.
Również dlatego nie
mógł być z Alice, bo był on demonem, mieszańcem
podobnym do dampira, rodzącym
się na dwa sposoby. Czasem mogącym się urodzić z dwóch wampirów, jeżeli kobieta została zmieniona w wampira
przez demona. Victor został jednak zmieniony na drugi sposób. Urodził się dampirem, matka o dziwo
nie umarła, a ponieważ ojciec ich
zostawił, znalazła sobie innego męża i
wtedy urodziła się Renata. Po kilku
latach ich rodzice umarli a Renata i
Victor chcieli się zabić z
rozpaczy. Potem zostali znalezieni przez
jakiegoś innego demona, który Renatę zmienił w wampira a Victora w demona (jeżeli demon zmienia
człowieka, to będzie on wampirem, a
jeżeli zmieni dampira , ale tylko tego, który jest jadowity, to będzie on demonem, jeżeli
dampir nie jest jednak jadowity, to umrze
od silnie toksycznego jadu).
- Tak. - odrzekła
Renata – Jakiś się tu kręcił i to w dodatku tropiciel.
- To nie wróży nic dobrego. – Victor spoważniał
Pobiegli dalej aż do samego końca korytarza i zziajani wpadli do ostatniego pokoju . W
łazience paliło się światło.
- Alice!! – krzyknął Victor.
- Nie wchodź tutaj,
dzieje się ze mną coś dziwnego – dziewczynie drżał głos.
- Niedobrze, teraz ten zapach jest jeszcze wyraźniejszy. Ten,
kto był tutaj, to nie tylko tropiciel, on jest także inkubem. – Renata przybrała
zaniepokojony wyraz twarzy.
- To znaczy, że … – Victor
pobladł, co mimo jego śnieżnej
skóry było doskonale widać.
Miał nadzieję, że to
nie Alice była powodem wczorajszej wizyty potwora. Niestety to było już pewne, że tak jest. Bo po co by ten
wampir przyszedł aż tutaj?!
- Alice, proszę, nie
bój się mnie, nikomu nie powiem, co
tutaj się stało.
Piętnastolatka
otworzyła drzwi i oczywiście było tak,
jak przewidział. W ciągu jednego dnia
dziewczyna zmieniła się nie do
poznania. Wyglądała strasznie, zapadnięta twarz, podkrążone oczy, policzki
straciły kolor, skórę miała trupio
bladą. Victor odwrócił wzrok, nie mógł na to patrzeć.
- Zaczekaj. Pójdę z siostrą na słówko.
- Pomożesz mi , proszę? Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Jestem strasznie głodna, ale jak tylko coś
wezmę do ust ,to zaraz zwracam. – Alice
załamała ręce.
- Spróbuję ci to wyjaśnić . Ale musi się zgodzić Renata -
Podszedł do siostry.
- Idziemy na zewnątrz. – zdecydowała kobieta.
Opuścili pokój i
zaczęli cicho rozmawiać
.
- Jak myślisz, kiedy
on tu przyszedł ?
- Najprawdopodobniej
wczoraj w nocy. Ten zapach jest ciągle silny. – Renata podparła się ręką o
ścianę – Zrobił to pewnie, kiedy spała ,
ale jakim cudem się nie obudziła?
Brat Renaty złapał się za głowę.
- O Boże!!! To przeze mnie, dałem jej proszki uspokajające, bo bała się i nie mogła zasnąć. Przyszedł tu
po nią. Jej przeczucia były prawdziwe, nie myliła się. Mogłem nie wyjeżdżać, wtedy tropiciel by jej nie zgwałcił i nie zaszłaby w ciążę.
Victor zorientował
się, że Alice miała rację, mówiła prawdę.
I pomyśleć, że chociaż wszystko inne zaakceptował, w to jej nie uwierzył. Siostra spojrzała na niego znacząco. Mężczyzna szybko opowiedział
wszystko, co wiedział o Alice.
- Ma tylko 15 lat.
Nie przeżyje nawet dwóch dni bez naszej
pomocy.-Victor był
przerażony.– Jesteś specjalistką , zebrałaś wszystkie legendy o istotach mieszanych . Powinniśmy jej chyba powiedzieć,
czym jesteśmy i zabrać ją ze sobą .
- Raczej nie mamy wyjścia – westchnęła Renata - Oj , to będzie nas sporo kosztować . Rada nie może się o tym dowiedzieć . Wie o
demonach, ale zna tylko pierwszy
sposób ich narodzenia (wampir i specyficzna
wampirzyca ) .
Nie wiedzą co to jest dampir .
- Zgadzam się
siostro . Volturi nie byliby zadowoleni
z naszego pomysłu , dziewczyna MUSI DOCHOWAĆ TAJEMNICY O NASZYM ISTNIENIU !!!
Renata nagle coś sobie uświadomiła:
- Victorze , wiem, że
ty chcesz dla Alice jak najlepiej . Ale nie możesz mieć i jej dziecka i jej razem , wiesz o tym prawda?
- Wiem , przyszedł
mi do głowy pewien pomysł Renatko. Jest
dość dziwny , ale może się uda .
Chcę, żebyś tydzień zaczekała , potem spróbuj,
już wiesz co zrobić, a na końcu zmienię to wczesnej narodzone dziecko w
demona.
- To może się udać. – zastanowiła się Renata – Chociaż jest to dość ryzykowna operacja.
- Nie przekonamy się, czy działa, jeżeli nie spróbujemy.
Rodzeństwo
uśmiechnęło się do siebie i wróciło do
pokoju 24. Alice czekała tam na
nich , leżąc na łóżku.
- Dobrze zgadzamy się
ze sobą, możesz dowiedzieć, co się stało , ale musisz dotrzymać tajemnicy.
- szepnął Victor
- Obiecuję .– odparła
dziewczyna
Victor wstrzymał oddech
- Powiedz słyszałaś kiedyś legendy o wampirach. –
Renata popatrzyła na Alice
- Słyszałam. -
dziewczyna aż się wzdrygnęła – Mają ponoć bardzo długie kły .
- To prawda. – Renata
obnażyła zęby
Krzyk Alice odbił się od ścian budynku, zostawiając echo.
- Nie róbcie mi krzywdy. –zatrzęsła się
- Nie mamy zamiaru
nic ci zrobić , chcemy ci pomóc Alice - Victor wyciągnął rękę do dziewczyny - Masz poważny problem i musisz się nas słuchać, bo nie przeżyjesz następnego dnia.
- Tobie wierzę Victorze , ale jej – wskazała na
Renatę - jej się boję.
- Alice, ona nic ci nie zrobi . Obiecuję ci, nic się tobie nie stanie. – Victor spojrzał błagalnie na dziewczynę
– Nie mamy czasu . Na razie wiesz tyle .
- Ale kiedy się dowiem więcej ?
- U nas . Pakuj się ,
zabieramy cię stąd .
20
Marzec , rok 1918, Filadelfia - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.12 .00
- Słuchajcie to nie ma sensu.
Alice zdążyła już przywyknąć do swoich
przyjaciół i do tego, że ciągle się
przeprowadzają, całą czwórką co tydzień do innego miasta . Miała tego serdecznie dość . Wiedziała już wszystko
o wampirach ,dampirach i demonach . Victor powiedział jej na przykład, że każdy demon osiąga inny wiek, kiedy staje
się nieśmiertelny. Wiedziała też, że jej córeczka ( bo pomysł Victora się
powiódł ) jest demonem (chociaż powinna być dampirem), ale jest trochę inna od normalnych demonów, wyglądała teraz na
około cztery lata ( powinna mieć dwa ) i przyjęli razem z nią , że tyle ma. Według
wiedzy Renaty miała przestać się starzeć, kiedy skończy 17 lat, czyli tyle ile teraz miała Alice. Dziecko taki wiek powinno osiągnąć w ciągu najbliższego czasu . Jednak demony
dość wolno się starzeją ( to, że mała w ciągu dwóch lat miała cztery lata było dziwnym zbiegiem okoliczności
, reszta miała przebiegać tak jak u
normalnych demonów ) i nie było jeszcze do końca wiadomo, kiedy
to będzie . Renata powiedziała,
że na pewno uda jej się więcej dowiedzieć, ale jeszcze nie teraz . Alice kochała Cornelię, lubiła patrzeć na nią, podziwiała jej zdolności
. Mała miała( jak każdy demon) słodkie czerwono zielone oczki , króciutkie, czarne włosy
i malutki zadarty nosek.
Potrafiła zmieniać się w kota i nietoperza oraz do pewnego
stopnia przewidywać przyszłość . Jej wizje były jednak dość słabe (chociaż widziała i wampiry i mieszańców ). Wszyscy uważali, że to dlatego, bo jest jeszcze mała . Mimo iż dziewczynka umiała więcej niż normalny czterolatek ,mama Cornelii umierała czasem ze
strachu o jej bezpieczeństwo . Cora
( bo tak Alice przywykła na nią mówić ) nie mogła wychodzić na słońce , brać do ust ludzkiego jedzenia ( szkodziło jej i powodowało zatrucie pokarmowe ). Geny jej ojca powodowały
również kłopoty Cornelii z panowaniem na głodem . Cornelia była tropicielką , wychodząc do ludzi ,brała zatyczki do nosa ( z własnej woli ) , nigdy nie chciała nikogo zabić , próbowała się nauczyć kontroli nad sobą i szło jej to coraz lepiej .
- Co nie ma sensu ? – zapytał Victor
-
To, że bez przerwy zmieniamy
miejsce zamieszkania , to głupota. – Alice
kołysała na kolanach Cornelię (
dziewczynka spała w ciągu dnia i budziła się wieczorem ).
- Przecież , nie możemy zostać w jednym miejscu na zawsze - powiedział
Victor – Wtedy będzie ciężko ze zdobywaniem pożywienia.
- Nie wygłupiaj się Victorze , robicie to dla mnie i
mojej córeczki . Ten tropiciel nie zrezygnował z polowań, dalej mnie chce zabić –
Alice jęknęła – I niestety dotyczy to również Cornelii.
- No
dobrze ,to prawda – Victor przysunął
fotel i usiadł naprzeciwko siedemnastolatki.
-
Wiem, że staracie się nas chronić , ale mimo swoich zdolności
, nie możecie wiecznie tego robić . Jeżeli tropiciel mnie chce , to
dopnie swego. Choćbyście mu zagrodzili ogniem drogę, to i tak mnie znajdzie . Fałszujecie tropy ,
ale to nie pomoże - Alice poprawiła
sobie poduszkę – I jest jedno
wyjście z tego całego zamieszania.
- Co chcesz zrobić Alice ?-
Renata weszła do pokoju.
-
Wiesz to Renato . Muszę zostać
wampirzycą ,opuścić was , a moją
córeczkę powierzyć waszej opiece .
-
Chcesz odejść ? Po tym, co dla ciebie zrobiłem ? - Victor był bliski
załamania.
- Przepraszam , ale nie mam innego wyjścia , to ty masz
mnie zmienić , niestety po wszystkim nie
będę już ciebie pamiętać. Stracę wspólne wspomnienia.
-
Dlaczego ja ? -
Victor posłał pytające spojrzenie.
- Bo się boję Renaty , w dalszym ciągu jej nie ufam - odrzekła Alice.
-
Ale ona panuje nad sobą lepiej ode mnie
– upierał się Victor.
Naprawdę bał się, że zabije ukochaną.
-
To jej decyzja – powiedziała
Renata - Zapomniałeś !?
- No dobrze zrobię to , ale nie
mam pojęcia, jak to ukryć . Wszyscy są
przekonani, że przebywasz aktualnie w szpitalu we Włoszech ( zaraz po ich
wspólnej ucieczce Renata rozpuściła plotkę,
że dziewczyna została
przewieziona do innego szpitala na
prośbę samego zarządcy zakładu psychiatrycznego. Ponieważ była siostrą Victora, nakłamała,
że tam pracuje.. Dostała od swojego szefa zadanie zabrać kartę Alice i w razie śmierci oddać z powrotem do
pierwszego szpitala, w którym pacjentka
przebywała . Renata naprawdę umiała oszukiwać..
-
Mam plan – przerwała Victorowi
siedemnastolatka – Renata ma tę kartę
. Napisze, że miałam wypadek.
- Jaki wypadek , co mam napisać? Musisz mi to dokładnie sprecyzować - poprosiła Renata
- Oczywiście !. – odrzekła Alice – Wiem, jak to przeprowadzić.
W skrócie opowiedziała im swój
pomysł.
- No to mamy już wszystko poskładane w całość - podsumowała na koniec Renata.
-
Logiczne – przytaknął Victor - Pozostaje jeszcze pytanie, kiedy ?
-
Jutro - odparła bez wahania Alice
– o godz.9.00 . Muszę mieć czas, żeby pożegnać się z Corą .
21 Marzec ,rok 1918, Filadelfia - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.9 00
Całą noc Alice tuliła do siebie
Cornelię . Mała wierciła się bez przerwy, ale zaczynała jednak powoli padać ze zmęczenia .
- Już świta, powinnaś
się położyć.
Alice zsunęła z kolan Cornelię i zaniosła do
łóżka.
- Dobranoc – pocałowała ją w
czoło.
- Dobranoc - dziewczynka
objęła ją rączkami za szyję.
Alice
rzuciła ostatnie spojrzenie na
ukochaną twarz córeczki i pobiegła do salonu.
- Gotowa? – zapytał Victor, który już tam na nią czekał.
- Gotowa – odparła Alice.
- Jesteś zdenerwowana –
zauważył - Na pewno chcesz zostać ….
- Tak ,na pewno.
Dziewczyna
i demon wyszli na świeże
powietrze i zniknęli w lesie.
Po
godzinnej wędrówce udało im się wreszcie znaleźć jakieś zaciemnione miejsce .Alice położyła się na
trawie.
- Rób co do ciebie należy.
- Czekaj. Zanim cię zmienię, musisz coś wiedzieć.
- Co ?
Victor spojrzał w głębię jej
niebieskich tęczówek.
- Zamknij oczy
- Kocham cię Alice.
Usłyszała znajomy głos i poczuła
dotyk zimnych warg na skórze.
To było ostanie wspomnienie ,
zanim ogarnęła ją fala bólu .
22 Marzec ,rok 1918, Filadelfia - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.10.00
-
Gdzie jest mama ? – Cornelia
wpadła jak szalona kuchni.
Siedzący przy stoliku Victor i Renata ciężko westchnęli.
- Nie udawajcie, że mnie nie słyszycie –
dziecko popatrzyło na twarze zakłopotanych osób.
- Cornelio , jesteś za mała , nie
zrozumiesz wszystkiego, na razie powiem tyle, że twoja
mama bardzo cię kocha, ale musiała nas opuścić . Alice kazała ci przekazać, abyś nas słuchała . - tłumaczyła dziecku siostra Victora.
Małej łzy pociekły po policzkach.
- Mamę zmusiła
do tego sytuacja - wyjaśniała
Renata – Niedługo wróci.
- Ale powiedz mi gdzie poszła? .Dlaczego
to zrobiła ? Kiedy wróci ? Za ile czasu
? Jak długo to potrwa? - Cornelka zasypała Renatę deszczem pytań.
- Bądź cierpliwa. Nie mogę ci więcej powiedzieć - Renata wzięła obrazek z półki.
Córeczka Alice zaciekawiła się.
-
Co to jest ?
- Mój szkic – odrzekł Victor.
- Przedstawia twoją ukochaną, czyli moją mamę – Cornelia usiadła na kanapie , ciągle leciały jej łzy.
- Ooo ..!!- Victor się zdziwił – Nawet ty to wiesz!?
-
Nietrudno było się domyślić – powiedziała czterolatka - Moja mama nie była odpowiednią osobą dla ciebie.
- Ja wiem
. Mam przecież 40 lat a ona 17. Zresztą i tak już odeszła . Muszę o niej zapomnieć. Dlatego chcę, żebyś wzięła
ten obrazek.
- Naprawdę?! – dziewczynce zaiskrzyły
się oczy - Mogę ?!
Demon skinął głową.
- Nie możesz być z mamą , to miej chociaż to .
Mała chwyciła w ręce obrazek.
- Jaki ładny !!! . Prawie jak zdjęcie
,masz talent Victorze .
- Racja - potwierdziła Renata.
-
Och , bez przesady – Victor zawstydził się
.
- Ani trochę nie przesadzamy – odparły równocześnie Cornelia i Renata
23 Marzec ,rok 1918, Filadelfia - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.10 .00
- Cornelio , Cornelio – Renata
energicznie potrząsała ramieniem dziewczynki
- Obudź się!
-
Co się stało ? – dziecko
otworzyło zaspane oczy.
- Musimy uciekać
!!! -
Krzyknęła Renata.
Corn była zdezorientowana.
- Co się dzieje , nic nie rozumiem !!?
- Cornelio wyjaśnię
ci, ale teraz naprawdę nie mamy czasu.
-Wezmę tylko obrazek –
mała pochwyciła leżącą na biurku kopertę.
- Chodź już. Szybciej !Szybciej !– poganiała wampirzyca.
Zbiegły ze
schodów w błyskawicznym tempie.
- Victorze –
Renata obudziła jeszcze śpiącego brata.
- Co jest ? – Demon podniósł się z łóżka.
- On tu przyszedł . Ten tropiciel !!! . Widziałam cień i poczułam ten sam zapach, co w szpitalu
. Dosłownie przed chwilą mignął mi za szybą jego kontur.
- O boże !!! - krzyknął – chce zemsty i chce krwi Cornelii,
i to pewne.
W chwili, gdy Victor wypowiedział te słowa i wstał z
posłania, huknęło.Drzwi wejściowe rozleciały
się na milion kawałków .
Stanął w nich blondyn , jego czerwone tęczówki się rozszerzyły .
- Victorze !!- zawarczał -
Poznaj mój gniew, oddaj mi to, po co przyszedłem . Dziewczynka należy do mnie !!! – skierował
się w stronę córeczki Alice.
- Jeśli jej chcesz potworze , najpierw musisz pokonać mnie !!! – Victor zasyczał przeraźliwie - Uciekajcie !!!- krzyknął do Renaty i Cornelii
Renata usiłowała chronić brata , ale była tak zestresowana, że nie mogła utworzyć tarczy ochronnej wokół niego. Blondyn obnażył
kły i rzucił się na mężczyznę.
W jednej chwili dom
zmienił się w pole walki . Wszędzie
leżały białe kawałki wampirzej skóry ,
nagle przybysz zaatakował od tyłu. Victor
nie zdążył odbić kolejnego ciosu
, tropiciel chwycił go za kark.
- Zapłacisz za
kradzież mojej ofiary !!!
- Nie!!! – krzyknęła Cornelia, ale było już za późno.
Głowa Victora potoczyła się po podłodze jak kula do kręgli.
- Pożałujesz tego - zawarczała Renata,
Wzięła
przerażoną Cornelię na ręce i wyskoczyła za okno.Tropiciel wybiegł za
nimi.Renata rzuciła
potworowi pod nogi zapaloną zapałkę.
- To go nie zatrzyma na długo – krzyknęła do Cornelii - Taki mały ogień nie zabije wampira ,co najwyżej poważnie poparzy.
- On zabił Victora !!? – wykrztusiła Cornelia.
Dziewczynka była przerażona. Renata też zresztą też , ale nie mogła teraz tego okazywać.
- Nie wszystkie wampiry są dobre Cornelko – powiedziała.
- Dokąd mnie
zabierasz? - dziewczynka się rozpłakała.
- Do Włoch . Do Volturi
. Tam będziesz bezpieczna .
Tak oto Renata dołączyła do straży pobocznej Volturi
a Alice została wampirzycą. Cornelia ciągle czeka ukrywana przed potworem , na powrót mamy i śmierć tropiciela ,czy się doczeka ? A może już nigdy nie
wyjdzie z zamku wampirów i nie zobaczy Alice ?
koniec
historii
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz