sobota, 15 lutego 2014

historia nieznającej swojej przeszłości

                                                                   

Historia nieznającej swojej przeszłości


10 luty , początek XX w. ,Biloxi - miasto w stanie Missisipi , zakład psychiatryczny ,godz. 22.00


W całym budynku panował chłód, wdzierał się przez żelazne kraty w oknach, budząc każdego, kto tam przebywał. Jedynie najmłodszemu  opiekunowi pogoda nie dokuczała. Nie czuł on zimna, nie spał zbyt często, nie pił i nie jadł normalnych potraw (stosował specjalną dietę). Miał około 300 lat, wyglądał  jednak na  40. Nazywał się Victor. Swoją pracę tutaj uważał za przekleństwo, nigdy nie chciał być tym, kim był z zawodu, ale przekonała go do tego jego młodsza siostra Renata. Twierdziła, że on się do tego nadaje. Za jej namową poszedł się kształcić w tym kierunku . Był świetny, najlepszy ze wszystkich. Kiedy zaproponowano mu pracę w dużej klinice, od razu podpisał umowę.  Jednak później wszystko legło w gruzach, nic z jego pomysłów na życie nie zostało. Zamieniono go kim innym.  Victor dostał pracę w okropnym miejscu, w domu bez klamek. Cierpliwie czekał, aż umowa straci ważność. Bo o niczym innym tak nie marzył, jak o tym, by się stąd wynieść. Nie wiedział, że tej nocy zmieni się jego całe życie i będzie musiał niedługo podpisać wyrok śmierci  na siebie. Właśnie myślał nad swoim losem, chodząc po korytarzu, gdy nagle usłyszał cichy skrzyp zamykanych na klucz drzwi. Czyżby przywieźli tutaj kogoś nowego? - Cudnie – pomyślał z ironią – jeszcze jeden wariat. Nie miał ochoty na spotkanie z kimś psychicznie chorym, ale korciło go, żeby zobaczyć, kto to. Skierował się w stronę, z której dochodziły dźwięki kluczyków. Szedł tak szybko, że mało nie wpadł na idącą z przeciwka znajomą.

- Och, wybacz – zaczął ją gorączkowo przepraszać – nie zauważyłem cię Annie.

-Uważaj trochę Victorze  – odparła i odeszła z ponurym grymasem na ustach.

Victor wzruszył ramionami i poszedł dalej. Stanął przed pokojem nr 24.

-To na pewno tu – wyjął z kieszeni pęk kluczy i otworzył pomieszczenie.To, co zobaczył wzbudziło w nim litość. Na łóżku siedziała drobna, chudziutka piętnastoletnia dziewczyna. Kosmyki jej krótkich, poczochranych, czarnych włosów latały to tu to tam .

- Dawno się nie czesała – pomyślał Victor.

Po chwili zauważył strój dziewczyny. Brudna , podziurawiona sukienka wisiała na niej jak worek, natomiast butów nie miała wcale. Victor podszedł bliżej, uklęknął i odgarnął nieznajomej włosy z twarzy. Podniosła głowę, po czym utkwiła w nim swoje jasnoniebieskie, zalęknione oczy. Mężczyzna oczarowany podniósł się z podłogi. Jeszcze nigdy nie widział kogoś tak pięknego i delikatnego. Spojrzał na nieznajomą. Te rumiane policzki, te czerwone usta, ten mały, zadarty nosek.

- Jaka ona śliczna – westchnął cicho.

Osóbka najwyraźniej nie chciała mieć z nikim do czynienia, bo cofnęła się wystraszona.
Teraz dopiero lekarz zobaczył pręgi i siniaki na jej ramieniu.
- Co … co oni ci zrobili ? – spytał,  chociaż dobrze wiedział co.

Takich odmieńców nie traktowano jak ludzi, bito ich i poniżano. Większość ludzi myślała, że w końcu  taki nieszczęśnik wyjdzie  na prostą. Według Victora te zasady były zupełnie bez sensu. Nie miał odwagi jednak o tym powiedzieć.
W tym momencie  do pokoju  wpadli dwaj jego koledzy.
- Mamy ją stąd zabrać i wyprostować – powiedział jeden z nich – Posuń się Victorze.
Victor jednak nie ruszył się z miejsca , nie wiedział,  co nim pokierowało ,  ale przybrał pozycję bojową.  

- Nie! – warknął.

Znajomy stanął jak wryty.

- Victorze, posuń się proszę – spróbował jeszcze raz.

- Nie !!! –  Victor warknął głośniej – Nawet nie próbujcie jej dotknąć.

- Co ci się stało ? – zdziwił się kolega –Trzymasz stronę tej wariatki ???

- Chcę, żebyście dali jej spokój. Chociaż tej jednej, ma dopiero 15 lat.

- Przykro mi Victorze , ale nie robimy tutaj wyjątków. Wariatka to wariatka, przecież wiesz.
Dwóch lekarzy ruszyło w jego stronę. Z natury łagodny Victor  nie miał w zwyczaju wymuszania na innych swoich zachcianek siłą. Tym razem jednak  nie miał wyboru. Nie minęło nawet pół sekundy, a on już trzymał  ich wysoko za kołnierzyki od bluzek. Obnażył swoje ostre jak sztylety kły i zaczął groźnie syczeć.

- Posłuchajcie mnie uważnie,  bo dwa razy nie będę powtarzał. Pójdziecie teraz  i powiecie właścicielowi, że to ja jestem za nią odpowiedzialny, jasne ?!  Od tej pory ja się 15 letnią dziewczyną opiekuję. Będę miał ją pod kontrolą. Zrozumiano ?!! – podniósł głos Victor.

- Tak – odpowiedzieli  zszokowani
 
- A jeszcze jedno, jeśli odważycie się komuś powiedzieć,  co tu zaszło, to dziś w nocy będziecie  już po drugiej stronie.

Victor puścił  dwóch znajomych. Wybiegli z pokoju w błyskawicznym tempie. Zamknął drzwi  i jeszcze raz spojrzał w stronę nieznajomej. 

Stała jak sparaliżowana i patrzyła się na niego szeroko otwartymi oczami.

- Nie bój się mnie, nic Ci nie grozi. Nie zrobię ci krzywdy, zaraz wrócę, dobrze? – Victor wyszedł po cichu na zewnątrz. Po chwili wrócił z kocem i paczuszką w ręce.

-  Tę maść  zrobiła moja siostra, powinna ci pomóc  – Victor otworzył pudełeczko, wziął odrobinę maści na palce i posmarował siniaki na ręce dziewczyny. Wszystko starannie zabandażował.

Osóbka  spojrzała na niego z wdzięcznością,  po czym posłała mu całusa.

-  Muszę iść, ale jutro wrócę – rzucił dziewczynie koc  –Miłej nocy panienko. Nie przezięb się.


12 luty, początek XX w.,Biloxi – miasto w stanie Missisipi, zakład psychiatryczny, godz. 10.00


- Gratuluję  Victorze  –  jedna  z koleżanek pracujących w archiwum szpitala pokręciła głową ze współczuciem.

- O co ci chodzi ? – Victor oderwał głowę od karty, którą właśnie wypełniał.

- O co ?! Nie udawaj, że nie rozumiesz . Już każdy w szpitalu mówi, że  zakochałeś się w tej wariatce z pokoju 24 – Annie  pokręciła głową – Wyrazy współczucia , gorzej nie mogłeś trafić.  Nawet nie wiesz, jak się nazywa.

- Więc bądź tak miła i udziel mi informacji na jej temat, muszę to wiedzieć,  bo jestem jej opiekunem.

-  Powiem ci, ale tylko z obowiązku. Nie pochwalam takiego pomysłu, by się o nią tak troszczyć  – znajoma podniosła się znad stosu papierów

 – Nazywa się Mery Alice Brandon.
Z tego,  co słyszałam, nie cierpi być  Mery,  woli imię Alice. Trafiła tu, bo myśli, że ktoś ją śledzi , czasem widzi też w wyobraźni  rzeczy nie z tej ziemi. Potrafią się one spełniać. Dlatego ją tu wysłali  – zniżyła głos – Podobno w jej wiosce  uważają  ją  za wiedźmę. Jej matka zginęła dwa lata temu,  Alice została z ojcem. To on ją tutaj wysłał . Ma starszą siostrę, która podobno próbowała  się  wstawiać  za Alice. Ale ich ojciec jest  zawsze pijany, więc  zbił biedną dziewczynę do nieprzytomności . Co gorsza Cyntia spodziewa się dziecka. Nie lepiej potraktował młodszą siostrę. Jak widzisz,  postanowił się jej pozbyć …  Victor ?  Victor! Słuchasz mnie, czy nie?

-  Przepraszam , że na ciebie nie patrzę , ale możesz mówić dalej. Mam podzielność uwagi – mężczyzna  odwrócił się w stronę koleżanki  –  Alice . Ma ślicznie na  imię …

- Boże , ty naprawdę  darzysz ją uczuciem  !!! – Annie sięgnęła po kolejny formularz.

- Czy mogłabyś zająć się swoimi sprawami – Victor był już zdenerwowany.

- Mało mnie interesuje twoje życie .  Będziesz żałował, że zadawałeś się z ,,wróżbitką.” A kiedy poczujesz, że jesteś  nieszczęśliwy,  nie  mów mi, że nie ostrzegałam – Kobieta  złożyła  papiery  i podeszła do stojaka na płaszcze

   – Zamknij za sobą, kiedy będziesz wychodził  – poprosiła, znikając na schodach.

Victor zastanawiał się chwilę, co robić.  Miał nadzieję, że jeszcze nie wszyscy wiedzą o jego   nierozsądnym j uczuciu do Alice. Od chwili, kiedy  zobaczył tę dziewczynę,  coś się w nim zmieniło, coś  kazało mu  spędzać z nią każdą wolną chwilę. Najgorsze było to, że miała 15 lat  a on 34. Nie mógł żyć z piętnastolatką  pod jednym dachem. Victor zawsze miał pecha, nigdy nie znalazł  odpowiedniej dla siebie kobiety, jego miłości zawsze były dla niego albo za stare albo za młode .   Ale nie cierpiał tak, jak teraz, bo one przynajmniej wiedziały o jego uczuciu i nie było aż tak szalone jak Alice. Na dodatek Alice przyciągała go najbardziej ze wszystkich  osób, jakie kiedykolwiek zobaczył. Czuł się jakby jego serce, mózg  ktoś pociął na drobne kawałeczki. Na szczęście  doskonale  maskował swoje emocje.  Pozostawała jeszcze kwestia tego, że  rzekoma wariatka nie wie,  kim jest i nie może się dowiedzieć , nigdy nie może się dowiedzieć !!! .Westchnął ciężko,  podszedł do szuflady i zaparzył herbatę. Trzeba zanieść tej dziewczynie coś gorącego do picia, zimno jest , jeszcze się rozchoruje. Mężczyzna nie mógł  na to pozwolić. Może z nią nie będzie, ale nigdy nie dopuści,  żeby stało się jej coś złego.Kiedy wszedł do pokoju,  znalazł osóbkę leżącą na posłaniu po uszy zakrytą kołdrą.

- Śpisz ? – zapytał.

 Dziewczyna zdjęła z siebie przykrycie.

- Skąd . Nie w taką pogodę. Cały czas miałam jakieś dziwne przeczucie, że  ktoś  mnie szuka –  zatrzęsła się  z zimna i strachu.  

Miała z pewnością ciężką noc, świadczyły o tym  jej podkrążone , sine oczy. Victor usiadł obok niej na łóżku -Przyniosłem ci  gorący napój.

 -  Och  dziękuję  !!!   Jest pan dla mnie za dobry – wzięła parującą herbatę  do ręki  i upiła łyk 
-   Dawno tego  nie piłam.

 Victor posłał Alice pytające  spojrzenie.

-   Jestem ze wsi. Mam ojca alkoholika, często musiałam zarabiać na swoje utrzymanie, herbata nie jest tania. Wszystko,  co zarobiłam na ciężkiej pracy,  oddawałam siostrze. Cyntia miała wspaniałego  męża,  ale zginął otruty przez swoją byłą  narzeczoną.   Wtedy akurat była  w ciąży i nie miała, gdzie sie podziać. Przyszła prosić mnie o radę, a nasz ojciec  był w takim stanie,  że … – łzy spłynęły jej po policzkach.
 - Później leczyłam  Cyntię ziołami. Bardzo uważałam,  żeby ktoś tego nie podpatrzył. Rzadko stać mnie było na leki, mama zostawiła mi ukryty w szczelinie w moim pokoju zielnik. Nauczyłam się na pamięć właściwości i nazw wszystkich ziół, grzybów i roślin. Czasem sprzedawałam je biedniejszym rodzinom. Tylko dlatego jeszcze żyję, bo potrafię  wytrwać na diecie roślinnej.  4 grudnia  1914 roku zobaczyłam w wyobraźni obraz , nie wiedziałam co to jest , nie  miałam pojęcia,  co on oznacza  i nadal nie wiem. Przedstawiał on  mnie. Byłam nienaturalnie blada i ładna, chodziłam za rękę za jakimś  jasnowłosym  chłopakiem, który  na  nadgarstku miał dziwne ślady przypominające  półksiężyce.  Tej samej nocy, tak jak teraz, ogarnął  mnie niesamowity lęk , nie mogłam spać, ktoś mnie szukał i szuka do teraz, ktoś niebezpieczny  i  na pewno nie jest on człowiekiem. Skończyłam wtedy 14 lat.  Szukałam pomocy u wszystkich. Cyntia  oczywiście mi uwierzyła, stwierdziła,  że mam dar jasnowidzenia. Inni nie byli jednak aż tak mili, po wiosce rozeszły się  plotki,  że jestem wiedźmą,  bo mówiłam jeszcze o innych wizjach. To, co widziałam, naprawdę się potem zdarzyło.  Mój ojciec nie chciał słuchać ani mieć ze mną nic wspólnego. Wysłał  mnie tutaj. Cyntia próbowała mi pomóc, niestety ojciec pobił ją i na tym się skończyło. Zostałam sama, tutaj, w zakładzie dla obłąkanych. Wariatka  Brandon, tak będzie już zawsze. Łzy zastawiały dziewczynie ślady na policzkach. 
 
- Nie płacz, nie jesteś szalona, nie aż tak bardzo, jak niektórzy  tutaj  – pocieszył  ją Victor – Nigdy nie powinni cię tu zamknąć, zasługujesz na lepsze życie Alice – podał jej chusteczkę.

- Widzę, że już wie pan,  jak mam na imię, ale przedstawię się  jeszcze raz. Jestem Mery  Alice Brandon. Dla większości  po prostu  Alice  – wyciągnęła rękę  – A pan kim jest?

-  Mów mi  Victor.

- Mogłabym dostać więcej herbaty ? –  zapytała trochę zawstydzona.

- Oczywiście. Przyniosę  ci  też jeszcze trochę lekarstwa,  bo widzę, że siniaki dobrze się goją. Jutro wyjeżdżam, może być nieprzyjemnie,  ostrzegam .  Muszę  koniecznie zobaczyć się z siostrą. Renata bardzo za mną tęskni . Wrócę za kilka dni.

- Rozumiem cię, ja też ledwo tutaj wytrzymuję bez Cyntii. -  Alice pokiwała głową.

Victor zaczął się zbierać do wyjścia , stanął przy drzwiach. 

- Victor – Dziewczyna podniosła się i podeszła do niego.

-  Słucham ?

- Ale  na pewno  wrócisz , prawda ?

-  Na pewno – posłał jej ciepły uśmiech - Nie  zostawiłbym przecież  takiej ślicznej  dziewczyny.
 Alice zarumieniła się i ziewnęła głośno.

- Podałabyś mi jakieś leki uspokajające ?

- Po co ci one ? – zdziwił się lekarz.

- Jestem bardzo zmęczona  a nadal się panicznie boję.

-  Ale … – zaczął Victor – To chyba nie jest najlepszy pomysł. 

-  Proszę cię ! – dziewczyna złożyła ręce w błaganym geście.

-  No dobrze – ustąpił Victor.  

Podszedł do szafki , wyciągnął i podał Alice lekarstwo.

- Najlepiej weź  dwie tabletki  i popij  wodą  – poradził – Tylko nie przesadź , nie chciałbym,  żeby coś ci się stało.

- Będę ostrożna – obiecała Alice – Victor, ile będę spała ?

- Jest dosyć mocne .  Uśniesz  na  resztę dnia.

- To dobrze . Przynajmniej nie będę czuła tego ciągłego bólu głowy.

- Ja naprawdę muszę iść  – Victor wziął rzeczy i wybiegł  na zewnątrz.

Alice ułożyła się  na poduszce . Po godzinie spała jak zabita.


12 luty, początek XX w.,Biloxi – miasto w stanie Missisipi , zakład psychiatryczny, godz. 24.00

W  szpitalu panowała o tej godzinie całkowita cisza i ciemność . Wszyscy pogrążeni  byli we śnie. Nikt nie podejrzewał też, że w krzakach siedział przybysz. Rozglądał się dookoła.

- Droga wolna – Uśmiechnął się z satysfakcją, odsłaniając  białe, długie, błyszczące zęby.
Podszedł do ściany budynku i  przyłożył twarz do szyby pokoju 24.

- Tak. – zasyczał – Tak ! Znalazłem cię wreszcie! Jesteś moja !!!

Wszedł do pokoju przez okno i chwycił  w ręce koszulkę leżącej tam panienki.
- Najpierw się trochę zabawię. – zaśmiał się złowieszczo i rozpiął guziki od ubrania dziewczyny.  - Jutro tu wrócę , dzisiejszą noc się wstrzymam i poświęcę ją na coś innego.

13 luty, początek XX w.,Biloxi – miasto w stanie Missisipi, zakład psychiatryczny, godz. 17.00

Victor  podczas wizyty u siostry nie mógł się skupić na rozmowie,  bał się, że u Alice działo się wczoraj w nocy coś strasznego.  Na szczęście Renata  wykazała wyjątkową wyrozumiałość ,  od razu pojechała do zakładu psychiatrycznego razem z nim. Była lekarzem, w razie czego mogła opatrzyć obrażenia. Teraz obydwoje gnali po korytarzu.
Nagle Renata stanęła.

- Co się stało ? – Zapytał  Victor.

- Czuję dziwny zapach. – zmarszczyła nos – Ktoś tu był.

-  Jakiś obcy wampir ? – zapytał cicho Victor i westchnął.

Również  dlatego nie mógł być z Alice, bo był on demonem, mieszańcem  podobnym do dampira,   rodzącym się na dwa sposoby. Czasem mogącym się urodzić z dwóch wampirów,  jeżeli kobieta została zmieniona w wampira przez demona. Victor został jednak zmieniony na drugi sposób. Urodził się  dampirem, matka  o dziwo  nie umarła, a ponieważ ojciec  ich zostawił,  znalazła sobie innego  męża  i wtedy  urodziła się Renata. Po kilku latach ich rodzice umarli a Renata i  Victor  chcieli się zabić z rozpaczy. Potem  zostali znalezieni przez jakiegoś innego demona, który Renatę zmienił w wampira  a Victora w demona (jeżeli demon zmienia człowieka, to będzie on  wampirem, a jeżeli zmieni dampira , ale  tylko tego,  który jest jadowity, to będzie on demonem, jeżeli dampir  nie jest jednak jadowity, to umrze od silnie toksycznego jadu).
- Tak.  - odrzekła Renata – Jakiś się tu kręcił i to w dodatku tropiciel.
 
- To nie wróży nic dobrego. – Victor spoważniał

Pobiegli dalej aż do samego końca korytarza  i zziajani wpadli do ostatniego pokoju . W łazience paliło się światło.
- Alice!! – krzyknął Victor.

- Nie wchodź  tutaj, dzieje się ze mną coś dziwnego – dziewczynie drżał głos.

- Niedobrze, teraz ten zapach jest jeszcze wyraźniejszy. Ten, kto był tutaj, to nie tylko tropiciel, on jest  także inkubem. – Renata przybrała zaniepokojony wyraz twarzy.

- To znaczy, że … – Victor  pobladł,  co mimo jego śnieżnej skóry było doskonale widać.

Miał nadzieję, że  to nie Alice była powodem wczorajszej wizyty potwora. Niestety to  było już pewne, że tak jest. Bo po co by ten wampir przyszedł  aż tutaj?!

-  Alice, proszę, nie bój się mnie, nikomu nie powiem,  co tutaj się stało.

 Piętnastolatka otworzyła drzwi  i oczywiście było tak, jak przewidział. W ciągu jednego dnia  dziewczyna  zmieniła się nie do poznania. Wyglądała strasznie, zapadnięta twarz, podkrążone oczy, policzki straciły  kolor, skórę miała trupio bladą. Victor odwrócił wzrok, nie mógł na to patrzeć.
- Zaczekaj. Pójdę z siostrą na słówko.     

- Pomożesz mi , proszę? Nie wiem, co się ze mną dzieje. Jestem  strasznie głodna, ale jak tylko coś wezmę do ust ,to  zaraz zwracam. – Alice załamała ręce.

- Spróbuję ci to wyjaśnić . Ale musi się zgodzić  Renata  - Podszedł do siostry.

- Idziemy na zewnątrz. – zdecydowała  kobieta.

Opuścili pokój  i zaczęli cicho rozmawiać
.
-   Jak myślisz, kiedy on tu przyszedł ?

-   Najprawdopodobniej wczoraj w nocy. Ten zapach jest ciągle silny. – Renata podparła się ręką o ścianę – Zrobił to pewnie,  kiedy spała , ale jakim cudem się nie obudziła?

Brat Renaty złapał się za głowę.

- O Boże!!! To przeze mnie, dałem jej proszki uspokajające,  bo bała się i nie mogła zasnąć. Przyszedł tu po nią. Jej przeczucia były prawdziwe, nie myliła  się. Mogłem nie wyjeżdżać,  wtedy tropiciel by jej nie zgwałcił  i nie zaszłaby w ciążę. 

 Victor zorientował się,  że Alice miała rację, mówiła prawdę. I pomyśleć,  że chociaż wszystko inne  zaakceptował,  w to jej nie uwierzył. Siostra spojrzała na niego znacząco. Mężczyzna szybko opowiedział  wszystko, co wiedział o Alice.

-  Ma tylko 15 lat. Nie przeżyje nawet  dwóch dni bez naszej pomocy.-Victor  był przerażony.– Jesteś specjalistką , zebrałaś wszystkie legendy  o istotach mieszanych . Powinniśmy jej chyba powiedzieć,  czym jesteśmy i  zabrać ją ze sobą  . 

- Raczej nie mamy wyjścia – westchnęła Renata -  Oj , to będzie  nas sporo kosztować  . Rada nie może się o tym dowiedzieć . Wie o demonach,  ale zna tylko pierwszy sposób  ich narodzenia (wampir i specyficzna  wampirzyca  )  . Nie wiedzą  co to jest dampir .

-   Zgadzam się siostro . Volturi  nie byliby zadowoleni z naszego pomysłu , dziewczyna MUSI DOCHOWAĆ TAJEMNICY O NASZYM  ISTNIENIU !!!

Renata nagle coś sobie uświadomiła:

- Victorze , wiem,  że ty chcesz dla Alice jak najlepiej . Ale nie możesz  mieć i jej dziecka i jej  razem , wiesz o tym prawda?

- Wiem ,   przyszedł mi  do głowy pewien pomysł Renatko. Jest dość dziwny ,  ale może się uda .
Chcę,  żebyś  tydzień zaczekała , potem  spróbuj,  już wiesz co zrobić, a na końcu zmienię to wczesnej narodzone dziecko w demona.

- To może się udać. – zastanowiła się Renata – Chociaż  jest  to dość ryzykowna operacja.

- Nie przekonamy się, czy działa, jeżeli  nie spróbujemy. 

 Rodzeństwo uśmiechnęło się do siebie i  wróciło do pokoju 24. Alice czekała tam na  nich , leżąc na łóżku.

-  Dobrze zgadzamy się ze sobą, możesz  dowiedzieć,  co się stało ,  ale musisz dotrzymać tajemnicy.
  - szepnął Victor
- Obiecuję .– odparła  dziewczyna

Victor wstrzymał oddech

- Powiedz słyszałaś kiedyś legendy o  wampirach. –  Renata popatrzyła na Alice

- Słyszałam.  - dziewczyna aż się wzdrygnęła – Mają ponoć bardzo długie kły .

-  To prawda. – Renata obnażyła zęby 

Krzyk Alice odbił się od ścian budynku, zostawiając  echo.

- Nie róbcie mi krzywdy. –zatrzęsła się

- Nie mamy  zamiaru nic ci zrobić  , chcemy  ci pomóc Alice  - Victor wyciągnął rękę do dziewczyny  - Masz poważny  problem  i musisz się nas słuchać,  bo nie przeżyjesz następnego dnia.

-  Tobie  wierzę Victorze , ale jej – wskazała na Renatę  - jej się boję. 
- Alice, ona nic ci nie zrobi . Obiecuję ci,  nic się tobie nie stanie.  – Victor spojrzał błagalnie na dziewczynę 

–  Nie mamy czasu . Na razie wiesz tyle .

- Ale kiedy się dowiem więcej ?

- U nas  . Pakuj się , zabieramy cię stąd .

 20  Marzec ,  rok 1918, Filadelfia  - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.12 .00

  -  Słuchajcie  to nie ma sensu.

 Alice zdążyła już przywyknąć do swoich przyjaciół i do tego, że  ciągle się przeprowadzają, całą czwórką co tydzień do innego miasta . Miała  tego serdecznie dość . Wiedziała już wszystko o wampirach ,dampirach i demonach . Victor powiedział jej na przykład,  że każdy demon osiąga inny wiek, kiedy staje się nieśmiertelny.  Wiedziała  też,  że jej córeczka ( bo pomysł Victora się powiódł ) jest demonem (chociaż powinna być dampirem),  ale jest trochę  inna od normalnych demonów, wyglądała teraz na około cztery lata ( powinna mieć dwa ) i przyjęli razem z nią , że tyle ma. Według wiedzy Renaty miała przestać się starzeć,  kiedy skończy 17 lat, czyli  tyle ile teraz miała  Alice. Dziecko taki wiek powinno  osiągnąć  w ciągu najbliższego czasu . Jednak demony dość wolno się starzeją ( to, że mała w ciągu dwóch lat miała  cztery lata było dziwnym zbiegiem okoliczności , reszta miała przebiegać  tak jak u normalnych  demonów ) i nie było  jeszcze do końca wiadomo,  kiedy  to będzie . Renata powiedziała,  że na pewno uda jej się więcej dowiedzieć, ale  jeszcze nie teraz . Alice kochała Cornelię,  lubiła patrzeć na nią, podziwiała  jej zdolności  . Mała miała( jak każdy demon) słodkie czerwono zielone  oczki , króciutkie,  czarne włosy  i malutki zadarty nosek.  Potrafiła  zmieniać  się w kota i nietoperza oraz do pewnego stopnia przewidywać przyszłość . Jej wizje były jednak dość słabe  (chociaż  widziała i wampiry  i mieszańców ). Wszyscy uważali,  że to dlatego, bo jest jeszcze mała  . Mimo iż dziewczynka  umiała więcej niż  normalny czterolatek  ,mama Cornelii umierała czasem ze strachu  o jej bezpieczeństwo  .  Cora ( bo tak Alice  przywykła na nią mówić )  nie mogła wychodzić na słońce ,  brać do ust ludzkiego jedzenia (  szkodziło jej i powodowało  zatrucie pokarmowe ). Geny jej ojca   powodowały  również   kłopoty Cornelii z panowaniem na głodem  . Cornelia  była tropicielką  , wychodząc do ludzi  ,brała zatyczki do nosa ( z własnej woli )  , nigdy nie chciała nikogo zabić  , próbowała się nauczyć  kontroli nad sobą i szło jej to coraz lepiej .

- Co nie ma sensu ? – zapytał  Victor

-  To, że  bez przerwy zmieniamy miejsce zamieszkania , to  głupota. – Alice kołysała na kolanach  Cornelię ( dziewczynka spała w ciągu dnia i budziła się wieczorem ).

- Przecież   , nie możemy zostać  w jednym miejscu na zawsze -  powiedział   Victor – Wtedy  będzie ciężko ze zdobywaniem pożywienia.

-    Nie wygłupiaj się Victorze , robicie  to dla mnie i  mojej córeczki  .  Ten tropiciel nie zrezygnował z polowań,  dalej mnie chce zabić   – Alice  jęknęła – I  niestety dotyczy to również Cornelii.

-      No dobrze ,to prawda – Victor  przysunął fotel i usiadł naprzeciwko siedemnastolatki.
-  Wiem, że  staracie  się nas chronić , ale mimo swoich zdolności ,  nie możecie wiecznie  tego robić . Jeżeli tropiciel mnie chce , to dopnie swego. Choćbyście mu zagrodzili ogniem drogę,  to i tak mnie znajdzie . Fałszujecie tropy , ale to nie pomoże  - Alice poprawiła sobie  poduszkę – I jest jedno wyjście  z tego całego zamieszania.

- Co chcesz zrobić Alice ?- Renata weszła do pokoju.

-  Wiesz to Renato  . Muszę zostać wampirzycą  ,opuścić was , a moją córeczkę powierzyć waszej opiece . 

-  Chcesz odejść ? Po tym, co dla ciebie zrobiłem ? - Victor był bliski załamania.
- Przepraszam  , ale nie mam innego wyjścia , to ty masz mnie zmienić  , niestety po wszystkim nie będę już ciebie pamiętać. Stracę wspólne wspomnienia.

-  Dlaczego ja ?   -  Victor  posłał pytające spojrzenie.

- Bo się boję Renaty  , w dalszym ciągu jej nie ufam -  odrzekła Alice.

-  Ale ona panuje nad sobą lepiej ode mnie  – upierał się Victor.

 Naprawdę bał się, że zabije ukochaną.

-  To  jej decyzja – powiedziała Renata -  Zapomniałeś !? 
- No dobrze zrobię to , ale nie mam pojęcia,  jak to ukryć . Wszyscy są przekonani,  że przebywasz aktualnie  w szpitalu we Włoszech ( zaraz po ich wspólnej ucieczce  Renata rozpuściła  plotkę,  że dziewczyna  została przewieziona do innego szpitala  na prośbę samego zarządcy zakładu psychiatrycznego.  Ponieważ była siostrą Victora,  nakłamała,  że tam pracuje.. Dostała od swojego szefa  zadanie zabrać kartę Alice  i w razie śmierci oddać z powrotem  do  pierwszego szpitala, w którym pacjentka  przebywała . Renata naprawdę umiała oszukiwać..

-  Mam plan – przerwała  Victorowi  siedemnastolatka – Renata ma tę kartę  . Napisze, że miałam wypadek.  

- Jaki wypadek  , co mam napisać? Musisz mi  to dokładnie sprecyzować  - poprosiła Renata

-     Oczywiście !. – odrzekła  Alice – Wiem, jak to przeprowadzić.

W skrócie opowiedziała im swój pomysł.

- No to mamy już wszystko  poskładane w całość  -  podsumowała  na koniec Renata.

-  Logiczne – przytaknął Victor - Pozostaje jeszcze pytanie, kiedy ?

-  Jutro -  odparła bez wahania Alice – o godz.9.00  . Muszę mieć czas,  żeby pożegnać się z Corą .

21 Marzec ,rok 1918, Filadelfia  - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.9 00

Całą noc Alice tuliła do siebie Cornelię . Mała wierciła się bez przerwy, ale zaczynała  jednak powoli padać ze zmęczenia .

- Już  świta,  powinnaś  się położyć.

Alice  zsunęła z kolan Cornelię  i zaniosła do  łóżka.

- Dobranoc – pocałowała ją w czoło.

- Dobranoc  -  dziewczynka  objęła ją rączkami za szyję.

 Alice  rzuciła ostatnie spojrzenie  na ukochaną twarz córeczki i pobiegła do salonu.

- Gotowa? – zapytał  Victor,  który już tam na nią czekał.

- Gotowa – odparła Alice.

- Jesteś zdenerwowana – zauważył  - Na pewno chcesz zostać ….
- Tak  ,na pewno.

 Dziewczyna  i demon  wyszli na świeże powietrze  i zniknęli w lesie. 
Po godzinnej wędrówce   udało im się wreszcie znaleźć  jakieś zaciemnione miejsce .Alice położyła  się  na trawie.

- Rób co do ciebie należy.

- Czekaj. Zanim cię zmienię,  musisz coś wiedzieć.
- Co ?
Victor spojrzał w głębię jej niebieskich tęczówek.
 - Zamknij oczy 

Dziewczyna zrobiła to,  co  kazał.

- Kocham cię Alice.

 Usłyszała znajomy głos  i poczuła  dotyk  zimnych warg na skórze.
To było ostanie wspomnienie , zanim  ogarnęła ją fala bólu .

 22 Marzec ,rok 1918, Filadelfia  - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.10.00

-  Gdzie jest mama ? – Cornelia  wpadła jak szalona  kuchni.

 Siedzący przy stoliku Victor i  Renata ciężko westchnęli.

- Nie udawajcie,  że mnie nie słyszycie  –  dziecko  popatrzyło  na twarze  zakłopotanych osób.

- Cornelio , jesteś za mała , nie zrozumiesz  wszystkiego,  na razie powiem tyle,  że twoja  mama bardzo cię kocha, ale musiała nas opuścić . Alice kazała  ci przekazać, abyś  nas słuchała .  -   tłumaczyła dziecku  siostra Victora.

  Małej łzy  pociekły po policzkach.
-   Mamę  zmusiła  do tego sytuacja  - wyjaśniała  Renata – Niedługo  wróci.

- Ale powiedz mi gdzie poszła? .Dlaczego to zrobiła ?  Kiedy wróci ? Za ile czasu ? Jak długo to potrwa?   -  Cornelka zasypała  Renatę deszczem pytań.  

-   Bądź cierpliwa.  Nie mogę ci więcej powiedzieć  - Renata wzięła  obrazek z półki.   

Córeczka Alice zaciekawiła  się.

-  Co to jest ?

- Mój szkic – odrzekł Victor. 

- Przedstawia twoją  ukochaną,  czyli moją mamę – Cornelia usiadła na  kanapie , ciągle leciały jej  łzy.

 - Ooo ..!!- Victor się zdziwił – Nawet  ty to wiesz!?

-  Nietrudno było się domyślić – powiedziała czterolatka -   Moja mama  nie była  odpowiednią osobą dla ciebie.

-    Ja  wiem . Mam przecież  40 lat  a ona  17.  Zresztą i tak już odeszła  . Muszę o niej zapomnieć. Dlatego chcę,  żebyś  wzięła ten obrazek. 

- Naprawdę?! – dziewczynce  zaiskrzyły  się oczy -  Mogę ?!

 Demon skinął głową.

- Nie możesz być z mamą  , to miej chociaż to .
Mała chwyciła w ręce obrazek.

- Jaki ładny !!! . Prawie  jak zdjęcie  ,masz talent  Victorze .

- Racja -  potwierdziła Renata.

-  Och , bez przesady – Victor zawstydził się
.
- Ani trochę  nie przesadzamy – odparły  równocześnie Cornelia i Renata


  23 Marzec ,rok 1918, Filadelfia  - Stany Zjednoczone , dom Renaty ,godz.10 .00  

- Cornelio , Cornelio – Renata energicznie potrząsała ramieniem dziewczynki  - Obudź się!

-  Co się stało  ? – dziecko otworzyło  zaspane oczy.

- Musimy  uciekać !!!  -  Krzyknęła Renata.

 Corn  była  zdezorientowana.
  
- Co się dzieje , nic nie rozumiem !!?

-   Cornelio wyjaśnię ci,  ale teraz naprawdę nie mamy  czasu.

-Wezmę tylko  obrazek – mała pochwyciła leżącą na biurku kopertę.
 
- Chodź już. Szybciej !Szybciej !– poganiała wampirzyca.

 Zbiegły ze schodów  w błyskawicznym tempie.    
-  Victorze – Renata  obudziła  jeszcze śpiącego brata.

 - Co jest  ? – Demon podniósł się z łóżka.

- On tu przyszedł . Ten tropiciel !!!  . Widziałam cień i poczułam ten sam zapach,  co w szpitalu   . Dosłownie przed chwilą mignął mi za szybą  jego kontur.

-  O boże !!!  - krzyknął – chce zemsty i chce krwi Cornelii, i to pewne.
 
 W chwili, gdy Victor wypowiedział te słowa  i wstał z posłania, huknęło.Drzwi wejściowe  rozleciały  się na milion kawałków  . Stanął  w nich blondyn ,  jego czerwone tęczówki  się rozszerzyły .    
-   Victorze !!- zawarczał  -   Poznaj mój gniew,   oddaj mi to,  po co przyszedłem  . Dziewczynka należy do mnie !!! – skierował się w stronę córeczki Alice.

Jeśli jej chcesz potworze , najpierw musisz pokonać mnie !!! –  Victor  zasyczał przeraźliwie  - Uciekajcie !!!- krzyknął do Renaty i Cornelii

Renata usiłowała chronić brata , ale była tak zestresowana,  że nie mogła utworzyć  tarczy ochronnej wokół niego. Blondyn obnażył kły i rzucił się na mężczyznę.   
W  jednej chwili dom zmienił się w pole walki .  Wszędzie leżały białe kawałki wampirzej  skóry , nagle przybysz  zaatakował od tyłu.  Victor  nie zdążył odbić  kolejnego ciosu , tropiciel chwycił go za kark.

-  Zapłacisz za kradzież mojej ofiary !!!

Nie!!! – krzyknęła Cornelia, ale było już  za późno.
  
Głowa Victora potoczyła się po podłodze  jak kula do kręgli.

   -  Pożałujesz tego  - zawarczała Renata, 
Wzięła  przerażoną Cornelię na ręce i wyskoczyła  za okno.Tropiciel wybiegł za nimi.Renata  rzuciła potworowi  pod nogi zapaloną zapałkę.

- To go nie zatrzyma na długo – krzyknęła do Cornelii   -  Taki mały ogień nie zabije wampira  ,co najwyżej poważnie poparzy. 

- On zabił Victora !!? – wykrztusiła Cornelia.

 Dziewczynka była przerażona. Renata też zresztą też , ale nie mogła teraz tego okazywać.

- Nie wszystkie wampiry są dobre Cornelko – powiedziała.

-  Dokąd mnie zabierasz? - dziewczynka  się rozpłakała.

- Do Włoch . Do Volturi  . Tam będziesz bezpieczna .

Tak oto Renata dołączyła do straży pobocznej Volturi
 a Alice została wampirzycą.  Cornelia ciągle czeka ukrywana przed  potworem , na powrót mamy i śmierć tropiciela  ,czy się doczeka ? A może już nigdy nie wyjdzie z zamku wampirów   i nie zobaczy  Alice ?  


koniec historii  

 Mam nadzieję że wam się podobało . .Mam ferie więc będę szybko pisała dalej. Liczę na komentarze!!!









   









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz